Fundacyjne Zwierzaki w potrzebie
Kochani Przyjaciele Fundacji!
Zgłaszamy się do Was z prośbą o pomoc. Niezwykle rzadko korzystamy ze zbiórek, zawsze udaje nam się jakoś wszystko popłacić, w dużej mierze każdy z nas przeznacza znaczną część swojej wypłaty, żeby to jakoś pospinać, ale przez ostatnie miesiące w Fundacji jest tak duża ilość zwierząt, tak schorowanych zwierząt, że nie mamy z czego opłacać faktur.
Po pierwsze Fati, której wieloletnie zaniedbanie spowodowało gigantyczne zwyrodnienia i dyskopatie w kręgosłupie. Dom tymczasowy, bardzo zaangażowany w poprawę jakości życia Fatinki, bardzo chciałby ją zostawić ale w związku z faktem, iż Fati nie toleruje innych psów, a tych mają sporo, postanowiliśmy wybudować wybieg tylko dla Fati, gdzie będzie mogła się czuć się swobodnie, a jednocześnie reszta psów nie będzie musiała być pod ścisłą kontrolą.
Kolejne koszty wygenerował Czaruś, istny aniołek, ale i schorowany aniołek, zgarnięty z ulicy, z przerośniętą prostatą, z wypadającymi gruczołami trzeciej powieki, z chorą wątrobą, wszystko to trzeba było zoperować i przeleczyć.
Wraca do nas Mruczuś, który w duecie ze Scoobim pojechał do Warszawy, ale w domu okazało się, że towarzyszy mu padaczka, a narwany Scooby nie pomaga w tym, zatem czeka nas pełna diagnostyka, która pewnie skończy się tomografem, a żeby wykluczyć najgorsze. Na to wszystko przyjechała do nas dziś dziewczyna z Tymbarku, odebrana interwencyjnie z okropnych warunków, ale tak okropnych, że widząc je, wiem, że piekło na ziemi istnieje.
Sunia, której leje się mleko z sutków, oczywiście szczeniąt brak, chory psychicznie właściciel postanowił na własną rękę pozbawić ich życia, Szansa, bo takie imię dostała w Fundacji, będzie wymagała gruntownego przeleczenia, tym zwłaszcza, że plami z dróg rodnych i nie wiadomo, czy zaraz nie trafi na stół operacyjny.
Poza tym mamy całą masę psów, które nie są adopcyjne, typu Ślepek typu Oli, chore na serca, tarczycę, niewidome oraz kilkadziesiąt kotów, które wszystkie trzeba odrobaczać, wykastrować, szczepić, leczyć z kociego kataru i świerzba. Już nie wspomnę jakie koszty generuje zakup karmy dla tej wesołej, acz licznej ekipy. Oczywiście mamy wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze myślą o nakarmieniu naszych Fundaciąt i robią zbiórki po szkołach, placówkach czy ludzkich Fundacjach, ale ile by tej karmy nie było, to i tak zawsze jest mało, tym zwłaszcza, że nie ma dnia, żeby ktoś nie zadzwonił i nie zgłosił kolejnej bidy wymagającej ratowania.
Z każdej lecznicy, z którą współpracujemy dostajemy faktury na czterocyfrowe kwoty. Niestety, nie damy rady tak dłużej funkcjonować.
Do bazarku jeszcze parę miesięcy, a zwrot z 1,5% podatku dopiero pod koniec listopada. Nieśmiało zapytam, czy możecie nam i tym razem pomóc? KM

Kochani Przyjaciele Fundacji!
Zgłaszamy się do Was z prośbą o pomoc. Niezwykle rzadko korzystamy ze zbiórek, zawsze udaje nam się jakoś wszystko popłacić, w dużej mierze każdy z nas przeznacza znaczną część swojej wypłaty, żeby to jakoś pospinać, ale przez ostatnie miesiące w Fundacji jest tak duża ilość zwierząt, tak schorowanych zwierząt, że nie mamy z czego opłacać faktur.
Po pierwsze Fati, której wieloletnie zaniedbanie spowodowało gigantyczne zwyrodnienia i dyskopatie w kręgosłupie. Dom tymczasowy, bardzo zaangażowany w poprawę jakości życia Fatinki, bardzo chciałby ją zostawić ale w związku z faktem, iż Fati nie toleruje innych psów, a tych mają sporo, postanowiliśmy wybudować wybieg tylko dla Fati, gdzie będzie mogła się czuć się swobodnie, a jednocześnie reszta psów nie będzie musiała być pod ścisłą kontrolą.
Kolejne koszty wygenerował Czaruś, istny aniołek, ale i schorowany aniołek, zgarnięty z ulicy, z przerośniętą prostatą, z wypadającymi gruczołami trzeciej powieki, z chorą wątrobą, wszystko to trzeba było zoperować i przeleczyć.
Wraca do nas Mruczuś, który w duecie ze Scoobim pojechał do Warszawy, ale w domu okazało się, że towarzyszy mu padaczka, a narwany Scooby nie pomaga w tym, zatem czeka nas pełna diagnostyka, która pewnie skończy się tomografem, a żeby wykluczyć najgorsze. Na to wszystko przyjechała do nas dziś dziewczyna z Tymbarku, odebrana interwencyjnie z okropnych warunków, ale tak okropnych, że widząc je, wiem, że piekło na ziemi istnieje.
Sunia, której leje się mleko z sutków, oczywiście szczeniąt brak, chory psychicznie właściciel postanowił na własną rękę pozbawić ich życia, Szansa, bo takie imię dostała w Fundacji, będzie wymagała gruntownego przeleczenia, tym zwłaszcza, że plami z dróg rodnych i nie wiadomo, czy zaraz nie trafi na stół operacyjny.
Poza tym mamy całą masę psów, które nie są adopcyjne, typu Ślepek typu Oli, chore na serca, tarczycę, niewidome oraz kilkadziesiąt kotów, które wszystkie trzeba odrobaczać, wykastrować, szczepić, leczyć z kociego kataru i świerzba. Już nie wspomnę jakie koszty generuje zakup karmy dla tej wesołej, acz licznej ekipy. Oczywiście mamy wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze myślą o nakarmieniu naszych Fundaciąt i robią zbiórki po szkołach, placówkach czy ludzkich Fundacjach, ale ile by tej karmy nie było, to i tak zawsze jest mało, tym zwłaszcza, że nie ma dnia, żeby ktoś nie zadzwonił i nie zgłosił kolejnej bidy wymagającej ratowania.
Z każdej lecznicy, z którą współpracujemy dostajemy faktury na czterocyfrowe kwoty. Niestety, nie damy rady tak dłużej funkcjonować.
Do bazarku jeszcze parę miesięcy, a zwrot z 1,5% podatku dopiero pod koniec listopada. Nieśmiało zapytam, czy możecie nam i tym razem pomóc? KM